poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Turbo

Na dziś miałam wielkie plany, czyli zajęcia Step+brzuch, ale wróciłam z pracy do domu i padłam na kanapę. Zanim się zorientowałam zajęcia się rozpoczęły, a ja dopiero zjadłam późny obiad. Od 20:15 obiecywałam sobie, że się poruszam, ale kiedy zaczęłam składać pranie zadzwoniła S. Skończyło się jak zawsze, czyli 35 minut wiszenia na słuchawce. Rozpoczęłam mój pierwszy trening z Ewką o 21:15. Załadowałam jedyną jej płytę, jaką mam - turbo. O ile dobrze się orientuję, jest to najtrudniejszy zestaw. 
Zawsze kiedy już mi się wydaje, że mam niezłą kondycję, to trafiam na zestaw ćwiczeń, który udowadnia mi, że dopiero raczkuję. Ćwiczenia, pomimo tego że niektóre mi znane, były ciężkie do wykonania. Najbardziej żałowałam, że na opakowaniu nie ma napisane "uprzedzić sąsiadów, że może się trząść sufit". Nigdy więcej nie będę wykonywać tego treningu o tak późnej porze! Mogę jedynie powiedzieć, że delikatnie czuję ręce i może trochę nogi. Niestety muszę jeszcze dużo pracować nad sobą :)
Pozdrawiam!
D.

3 komentarze:

  1. Dasz radę. Ja zawsze mam problemy z turbo :D
    Niby dotrwam do końca, ale potem nie wykonuję ćwiczeń dokładnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój blog został wyróżniony przeze mnie do zabawy "Liebster" : http://azime-make-up.blogspot.com/2013/04/13-druga-czesc-zdjec-od-farbki-oraz.html
    Czekam na odpowiedzi do pytań ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam dość sceptycznie nastawiona do Chodakowskiej, ale chyba wypróbuję, dam znać jak poszło :-P Powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń