czwartek, 31 października 2013

Trener personalny!

Wczoraj wybrałam się na siłownie razem z S. Kiedy wykonywałyśmy ćwiczenia z obciążeniem podszedł do nas młody trener i pokazał nam, jakie błędy robimy. Po chwili podszedł i zaproponował nam 45 minutowy trening na wzmocnienie mięśni, miał też na uwadze, że nie chcemy wyglądać za kilka miesięcy jak Pudzianowski, a jedynie chcemy popracować nad poprawą wyglądu naszego ciała. Wykonałyśmy ćwiczenia TRX, z hantlami, ciężarkami, piłkami, drabinkami itd. Na koniec przy rozciąganiu czułam się zmęczona, ale rozluźniona. Dzisiaj czuję, że dostałam kopa, ale moja kondycja pozytywnie mnie zaskoczyła - byłam w stanie wykonać poprawnie wszystkie ćwiczenia!
Pozdrawiam :).

środa, 23 października 2013

W głąb mojej lodówki.

Ponieważ nauka idzie mi jak krew z nosa (spokojnie, mam jeszcze czas do niedzieli), postanowiłam dodać post na temat mojej diety. Ponieważ moje życie nie będzie wyglądało już bardziej normalnie niż w tej chwili, to muszę popracować nad moimi nowymi nawykami, które mam w sobie zamiar wypracować. Studiując kosmetologię nie wywinę się od zajęć z dietetyki. Moja prowadząca często powtarza, że to w sobie musimy znaleźć równowagę i nauczyć się słuchać potrzeb własnego ciała. Powiedzmy, że od dzisiaj będę się wsłuchiwać uważniej :). Wczoraj i dzisiaj jadłam bardzo poprawnie, jedyne co mnie martwi to fakt, że zaraz znowu wrócą wszyscy domownicy i będą mnie kusić niezdrową żywnością. Kiedy jestem sama nie kupuję sobie do domu żadnych słodyczy, dlatego rzadko zdarza się, żebym jadła coś słodkiego (w ciągu ostatnich 7 dni zjadłam jednego pączka, jednego batona i jedną kostkę czekolady). Nie odstraszają mnie też zdrowo ugotowane i podane ziemniaki (gotowane w całości, bez dodatku masła, śmietany, mleka, oleju), pieczone w piekarniku ryby z cytryną, czy śniadania na bazie owsianki. 
Jedyny zdrowy nawyk mojej rodziny to picie wody, a nie napojów słodzonych, chociaż tutaj mogę przyczepić się do ilości spożywanych płynów. 
Kiedy jestem sama, to nie wypełniam lodówki po same brzegi, ale mam tylko to co lubię, jem często i wiem, że się nie zepsuje. Mam też zasadę, żeby nie otwierać drugiego serka, kiedy pierwsze opakowanie ma w sobie jeszcze trochę produktu. 
Moje podstawy:
Naturalne serki o smaku śmietankowym, bez żadnych dodatków (co za problem wkroić świeży szczypiorek, jeżeli mamy na to ochotę?) oraz jogurt naturalny, najczęściej typu greckiego. Przeważnie staram się wybierać te o niższej zawartości tłuszczu i bez dodatków cukru, ale ostatnio nie mam na nic czasu i robię zakupy w sklepie pod domem - w Biedronce, gdzie wybór jest dość ograniczony.
 Mleko dwa procent, żeby witaminy rozpuszczalne w tłuszczach mogły zadziałać na mój organizm (0%=0 sensu). Dodatkowo lubię kefiry i może trochę mniej maślanki, ale ta konkretnie przyda mi się do moich śniadań.
Świerze warzywa, nie za dużo, ponieważ wolę pójść do sklepu i kupić coś nowego, niż wyrzucać spleśniałe lub jeść obite.
Płatki owsiane błyskawiczne. Zalewam gorącą wodą, po chwili dodaję mleka, żeby ostudzić temperaturę, na koniec słodzę wysokiej jakości miodem.
Kocham koperek i pietruszkę! Na zimę zawsze robimy zapasy w zamrażarce. Jeżeli chodzi o owoce, to oglądając filmiki na youtube jedna dziewczyna uświadomiła mi, że do porannych koktajli nie trzeba dodawać owoców prosto z koszyka, bo można wykorzystywać te mrożone. Idąc za podpowiedzią Nissiax83 jutro wypróbuję przepis, gdzie do koktajlu wsypuje się owsiankę i siemię lniane (moje opakowanie kupiłam już jakiś czas temu, warto więc zadziałać i otworzyć paczkę!). 
Na koniec moje przysmaki!
Zamiast batonów wybieram paluszki krabowe, które mają w sobie 38% mięsa z ryb i chociaż ich skład nie jest najlepszy, to są słodkie, smakują mi i z powodzeniem zastępują mi słodycze. Jeżeli zamiast tego miałabym zjeść tabliczkę czekolady z orzechami i karmelem, to chyba lepiej jeżeli poprzestanę na dwóch paluszkach rybnych :).
Last, but not least! Masło orzechowe, do tego dżem i moje ulubione amerykańskie śniadanie gotowe. Lubię czasem rozpieszczać samą siebie, ale wszystko z umiarem. Wybrałam wersję ze zredukowaną ilością tłuszczu. 

Produkty, których nie fotografowałam to jajka (lubię "zerówki" lub od zielononóżek), ogórki kiszone (zdrowe i pyszne zwłaszcza z Almette śmietankowym!) i chleb ciemny, gruboziarnisty. 
Macie coś, o czym warto pamiętać, a jest smaczne i zdrowe?
Pozdrawiam, 
D. 

!

Daję sobie kopa w dupę! Do godziny 14 zrobiłam wszystko w domu, to co miałam zrobić, wróciłam z siłowni, gdzie wycisnęłam z siebie siódme poty, ale jeżeli chodzi o biochemię, to nawalam! Póki co każda głupota jest ważniejsza od nauki, a przecież nie skończę studiów tłumacząc się wykładowcom, że ważniejsze było zrobienie sobie domowego oczyszczania twarzy (wyglądam jak po ciężkim przypadku ospy wietrznej...). Aż się płakać chce na myśl, że jeszcze miesiąc temu były wakacje, chociaż dokładnie miesiąc temu to płakałam z dziewczynami w pociągu w drodze z warszawskiego lotniska do Wrocławia. Life is brutal and full of zasadzkas
D.

wtorek, 22 października 2013

Do dzieła.

Witajcie moi drodzy. Należą się słowa wyjaśnienia, jeżeli zaglądaliście na mojego bloga o Stanach, to z pewnością wiecie, że wiele się u mnie dzieje. W USA miałam krótki okres, kiedy ważyłam ok 60 kg (tyle wychodziło, gdy przeliczałam te nieszczęsne funty...). Śmiało mogę powiedzieć, że moja waga waha się w ciągu dnia od 62, do nawet 64 kg (bardzo rzadko osiągam górną granicę, głównie po spotkaniach z przyjaciółmi, gdzie główną rozrywką jest jedzenie). Na mojej wadze domowej najczęściej pokazuje się jednak waga 63 kg, co jest dla mnie satysfakcjonujące. Nie jest to szczyt moich marzeń, ale mam za sobą najcudowniejsze wakacje życia, studiuję w końcu coś, co mi się podoba i w czym mogę być dobra, przeżyłam kilka uniesień i czuję się piękna - jako kobieta.
Znalazłam nową pracę, podpisałam już umowę do czerwca i wydaje mi się, że jestem na najlepszej drodze do zorganizowania się. W końcu znajduję czas na treningi, dziś przyniosłam odpowiednią ilość jedzenia do pracy i obyło się bez kupowania fast foodów. Chcę wrócić o regularnego blogowania, ponieważ w końcu mam ku temu warunki! Stały internet, jedno miejsce zamieszkania na dłużej niż dziesięć dni - luksus. Plan na teraz jest taki:
1) Idę spać, bo padam po pracy, przede mną bogaty w zadania dzień.
2) Po zdrowym i sycącym śniadaniu ubieram dresy i idę na siłownie.
3) Na siłowni spalam min. 300 kcal na bieżni plus 100 kcal na innych maszynach. 
4) Przed jedenastą wracam do domu i zabieram się za porządki. 
5) O 13:30 jestem wolna, daję sobie pół godziny przerwy i od 14 uczę się biochemii. 
6) Wieczorem piszę sprawozdanie na blogu, z ilu punktów udało mi się wywiązać.
Jak sami widzicie blog ma mi pomóc motywować się na każdy z możliwych sposobów. Trzymajcie za mnie kciuki, w zamian ja również życzę Wam wszystkiego naj!