sobota, 22 czerwca 2013

22.06.

Pierwszy trening w USA mam już za sobą :). Wczoraj po kolacji przebrałam się w dresy i razem z N. poszłyśmy na boisko do piłki nożnej.  Zrobiłam (chyba?!?!) siedem okrążeń dookoła boiska.  Pięć okrążeń to około 1,4 mili. Po biegu urządziłam sobie trening rozciągający. Przyjemnie było leżeć na trawie i rozciągać się do szpagatu. 
Dzisiaj na teren obozu przyjechały konie. Dowiedziałam się że godzinna lekcja jazdy konnej kosztuje $15. Może pozwolę sobie raz, czy dwa na tą przyjemność, ale na więcej z pewnością nie będzie mnie stać, zwłaszcza że kończę pracę o tydzień wcześniej, czyli za pieniądze które zarobię muszę przeżyć o 7 dni dłużej. 
Jeżeli chodzi o jedzenie, to bardzo się pilnuję i jem zdrowiej niż w Polsce! Teraz cały czas spędzam w kuchni, przygotowuję jedzenie, widzę że produkty są dobre i świeże. Mój camp zwraca dużą uwagę na jakość posiłków, przy każdym śniadaniu są świeże owoce do wyboru: truskawki (bardzo smaczne, nie takie jak z domowego ogródka, ale też nie takie złe jak ze szklarni ;-), ananas, borówki amerykańskie, arbuz, melon, winogrona. Do lunchu i do kolacji serwujemy warzywa, które strasznie szybko schodzą i dokrawamy dwa razy dziennie: sałata, pomidorki koktajlowe, ogórki, dwa rodzaje  fasoli, cieciorka, papryka, kukurydza, ziarenka słonecznika, małe marchewki. 
Muszę tylko uważać na przekąski, ponieważ codziennie są drobne desery, ale tak naprawdę cały czas bardzo dużo się ruszam i biegam, w kuchni jest bardzo gorąco, nie wiadomo gdzie ręce wsadzić dzięki czemu cały czas jestem w ruchu i wszystko spalam. 
Teraz ostatnią godzinę przerwy wykorzystam na drzemkę, a po kolacji znowu zrobię kilka okrążeń wokół boiska :).
Pozdrawiam, D.

1 komentarz:

  1. Cieszę się, że w USA nie zapominasz o treningach, a co najważniejsze dbasz o zdrowe jedzenie! Tak trzymaj kochana! : )

    OdpowiedzUsuń